Jak to między Polską a Turcją bywało
Ostatnim rywalem Polaków w pierwszej rundzie EuroBasketu będzie reprezentacja Turcji. Z tym krajem często mieliśmy zatargi, ale na szczęście od pewnego czasu rywalizujemy z nim już tylko w halach i na stadionach.
Czy pamiętacie Władysława Warneńczyka o którym pisaliśmy kilka dni temu? Jeżeli nie, to zapraszamy tutaj. Ten polski i węgierski król zginął w 1444 r. w bitwie z Turkami właśnie. A był to dopiero początek kilkusetletniego okresu wojen polsko – tureckich.
Konflikt przybrał na sile w XVII w. Klęska pod Cecorą, zwycięstwo pod Chocimiem, utrata Podola, znowu triumf pod Chocimiem… Wszystkie te wydarzenia przyćmiło jednak zwycięstwo Jana Sobieskiego pod Wiedniem. Od tego momentu potęga turecka zaczęła się załamywać. A Sobieski jest uważany za jednego z najwybitniejszych polskich królów, choć poza sukcesami militarnymi zawdzięczamy mu niewiele.

Jeszcze przed rozbiorami stosunki polsko – tureckie nieco się polepszyły. Co prawda nie z tego powodu, ale tak czy owak Turcja była jedynym państwem, które nie uznało rozbiorów naszego kraju. Na dworze osmańskim wciąż więc pytano: „Gdzież jest poseł z Lechistanu?”
Odzyskanie przez Polskę niepodległości zbiegło się z upadkiem Imperium Osmańskiego. Od tej pory rywalizowaliśmy tylko na arenach sportowych, a politycznie jesteśmy nawet sojusznikami, jako że nasze kraje należą do NATO i nawet prowadzą podobną politykę zagraniczną.
Chyba najbardziej znany współczesny pojedynek polsko – turecki miał miejsce w 1996 r. Wtedy to doszło do starcia pomiędzy Tomaszem Zimochem a Ahmedem Sakarem. Podczas meczu eliminacyjnego do piłkarskiej Ligi Mistrzów Broendby Kopehaga - Widzew Łódź, komentujący spotkanie Zimoch wrzeszczał do tureckiego sędziego: „Panie Turek, kończ Pan ten mecz!” Turek opierał się dzielnie, ale w tym pojedynku był bez szans i w końcu uległ. Łodzianie mecz przegrali, ale w dwumeczu byli lepsi i awansowali do Champions League. A komentarz Zimocha przeszedł do historii polskiego sportu.
Dziwnie często spotykamy się na boisku siatkarskim. To dobrze, bo zazwyczaj wychodzimy z tych konfrontacji zwycięsko. W 2003 r. nasze siatkarki zdobyło Mistrzostwo Europy, w finale pokonując właśnie Turczynki. Co ciekawe tamten turniej odbywał się w Turcji, więc zwycięstwo smakowało podwójnie dobrze. Oto końcowe fragmenty meczu i radość polskich zawodniczek po zdobyciu złota:
Zaledwie kilka dni temu również w Mistrzostwach Europy, również w Turcji i również z reprezentacją gospodarzy zmierzyli się siatkarze. I - podobnie jak ich koleżanki przed sześcioma laty – wygrali.
Problem w tym, że Turcy w koszykówkę grają o niebo lepiej niż w siatkę. Przez kilka lat kompleks tureckiego klubu Efes Pilsen Stambuł miał Prokom. Mistrzowie Polski rok po roku trafiali na ten zespół w Eurolidze i ciągle przegrywali. Złą passę przełamali dopiero w 2007 r.
Reprezentacja grała z Turkami m. in. w pamiętnych Mistrzostwach Europy w 1997. W meczu o 7. miejsce nasi pokonali ekipę znad Bosforu po dogrywce 89:87. Siedem punktów dla Biało – Czerwonych zdobył nasz obecny kapitan, Adam Wójcik. Z kolei dla Turcji 12 „rzucił” Mirsad Turkcan, który wciąż jest jedną z gwiazd tej reprezentacji. Turkcan jest rekordzistą Euroligi pod względem liczby zbiórek.
Po raz ostatni graliśmy z Turkami raptem kilkanaście dni temu w Londynie. Przez 30 minut nasi grali znakomicie, ale w trzeciej kwarcie rywale nas dogonili, a nawet przegonili i ostatecznie pokonali. Tyle że graliśmy bez Marcina Gortata. Więcej na temat tego meczu tutaj.
Mimo to wychodzi na to, że na sportowych arenach zazwyczaj jesteśmy lepsi od Turków. Czy w Hali Stulecia jeszcze poprawimy ten bilans?
Jak to między Polską a Litwą bywało
Jak to między Polską a Bułgarią bywało
Konflikt przybrał na sile w XVII w. Klęska pod Cecorą, zwycięstwo pod Chocimiem, utrata Podola, znowu triumf pod Chocimiem… Wszystkie te wydarzenia przyćmiło jednak zwycięstwo Jana Sobieskiego pod Wiedniem. Od tego momentu potęga turecka zaczęła się załamywać. A Sobieski jest uważany za jednego z najwybitniejszych polskich królów, choć poza sukcesami militarnymi zawdzięczamy mu niewiele.

Jeszcze przed rozbiorami stosunki polsko – tureckie nieco się polepszyły. Co prawda nie z tego powodu, ale tak czy owak Turcja była jedynym państwem, które nie uznało rozbiorów naszego kraju. Na dworze osmańskim wciąż więc pytano: „Gdzież jest poseł z Lechistanu?”
Odzyskanie przez Polskę niepodległości zbiegło się z upadkiem Imperium Osmańskiego. Od tej pory rywalizowaliśmy tylko na arenach sportowych, a politycznie jesteśmy nawet sojusznikami, jako że nasze kraje należą do NATO i nawet prowadzą podobną politykę zagraniczną.
Chyba najbardziej znany współczesny pojedynek polsko – turecki miał miejsce w 1996 r. Wtedy to doszło do starcia pomiędzy Tomaszem Zimochem a Ahmedem Sakarem. Podczas meczu eliminacyjnego do piłkarskiej Ligi Mistrzów Broendby Kopehaga - Widzew Łódź, komentujący spotkanie Zimoch wrzeszczał do tureckiego sędziego: „Panie Turek, kończ Pan ten mecz!” Turek opierał się dzielnie, ale w tym pojedynku był bez szans i w końcu uległ. Łodzianie mecz przegrali, ale w dwumeczu byli lepsi i awansowali do Champions League. A komentarz Zimocha przeszedł do historii polskiego sportu.
Dziwnie często spotykamy się na boisku siatkarskim. To dobrze, bo zazwyczaj wychodzimy z tych konfrontacji zwycięsko. W 2003 r. nasze siatkarki zdobyło Mistrzostwo Europy, w finale pokonując właśnie Turczynki. Co ciekawe tamten turniej odbywał się w Turcji, więc zwycięstwo smakowało podwójnie dobrze. Oto końcowe fragmenty meczu i radość polskich zawodniczek po zdobyciu złota:
Zaledwie kilka dni temu również w Mistrzostwach Europy, również w Turcji i również z reprezentacją gospodarzy zmierzyli się siatkarze. I - podobnie jak ich koleżanki przed sześcioma laty – wygrali.
Problem w tym, że Turcy w koszykówkę grają o niebo lepiej niż w siatkę. Przez kilka lat kompleks tureckiego klubu Efes Pilsen Stambuł miał Prokom. Mistrzowie Polski rok po roku trafiali na ten zespół w Eurolidze i ciągle przegrywali. Złą passę przełamali dopiero w 2007 r.
Reprezentacja grała z Turkami m. in. w pamiętnych Mistrzostwach Europy w 1997. W meczu o 7. miejsce nasi pokonali ekipę znad Bosforu po dogrywce 89:87. Siedem punktów dla Biało – Czerwonych zdobył nasz obecny kapitan, Adam Wójcik. Z kolei dla Turcji 12 „rzucił” Mirsad Turkcan, który wciąż jest jedną z gwiazd tej reprezentacji. Turkcan jest rekordzistą Euroligi pod względem liczby zbiórek.
Po raz ostatni graliśmy z Turkami raptem kilkanaście dni temu w Londynie. Przez 30 minut nasi grali znakomicie, ale w trzeciej kwarcie rywale nas dogonili, a nawet przegonili i ostatecznie pokonali. Tyle że graliśmy bez Marcina Gortata. Więcej na temat tego meczu tutaj.
Mimo to wychodzi na to, że na sportowych arenach zazwyczaj jesteśmy lepsi od Turków. Czy w Hali Stulecia jeszcze poprawimy ten bilans?
Jak to między Polską a Litwą bywało
Jak to między Polską a Bułgarią bywało


Komentarze
Komentuj